Zapraszamy do lektury tekstu Jana Wójcika o historii Amatorskiego Zespołu Teatralnego w Niecieczy i jego najnowszej premierze - "Mazepy" J. Słowackiego.
Historia Amatorskiego Zespołu Teatralnego w Niecieczy sięga początków wieku XX. Wymieniana jest data 1904 r., kiedy to Kółko Teatralne w Niecieczy wystawiło przedstawienie powiązane tematycznie z Bitwą pod Racławicami. W 1915 roku powstał chór, a w 1916 r. grano „Jasełka”. To kawał historii, niewiele zespołów amatorskich może poszczycić się taką tradycją i takim dorobkiem. Nie sposób wymienić wszystkich przygotowanych przez zespół przedstawień i nie w tym rzecz.
Zastanawia natomiast fenomen trwania tego teatru i jego rozwoju. Teatr z Niecieczy jest unikatem na skalę krajową. Jak słyszałem od jurorów wielu przeglądów, w których przyszło brać udział zespołowi, jest w Polsce jeszcze jeden prezentujący podobny poziom, ale nie wiadomo, czy jeszcze działa.
Sądzę, że siła tego zespołu tkwi w wiekowej tradycji. Pokolenia aktorów, którzy kontynuują dzieło swoich dziadków, rodziców, którzy uczą się „aktorstwa” najpierw jako widzowie, potem grając role z początku epizodyczne oswajając się z warsztatem aktora, łykając bakcyla teatru, by stopniowo dojrzewać do kreowania głównych ról.
Dzisiejsi seniorzy, zasłużeni dla teatru liczą sobie skrupulatnie ilość granych ról, co prowadzi do swego rodzaju rankingu.
Pamiętam zdarzenie, gdy zapadła decyzja o wystawieniu „Białych fartuszków” – wodewilu Konstantego Krumłowskiego, a co za tym idzie ustalenie obsady aktorskiej. Okazało się, że ci najbardziej zasłużeni pozostali bez roli. Po prostu obsadzeni zostali młodzi, bo taka jest specyfika sztuki. Dramat polegał na tym, że starsi wiekiem i stażem nie mogli zaliczyć następnej roli do swego bogatego skądinąd dorobku aktorskiego. Atmosfera stawała się nie do zniesienia, ale szczęśliwie dla wszystkich padła jedynie słuszna decyzja w tej sytuacji -propozycja przygotowania „Piekielnicy” Raimschuissela. Ta salomonowa decyzja spowodowała, że w sezonie 2004/2005 grane były dwie sztuki.
Takie decyzje utwierdzają mnie w przekonaniu, że teatr z Niecieczy nie zaprzestanie działalności, że dalej będzie się rozwijał, bo presja środowiska aktorskiego mieszkańców wsi wymusza kontynuację tej wartościowej, zaszczytnej i pięknej działalności.
Trzeba uczciwie przyznać, że kultura nie jest przedsięwzięciem dochodowym. Najlepsze zespoły upadają z powodów finansowych. Teatr Nieciecki ma to szczęście, że może liczyć na wsparcie życzliwych mecenasów, którzy kiedyś sami byli aktorami, a obecnie prowadzą zespół jako reżyserzy oraz wspomagają go organizacyjnie i materialnie (finansowo). Państwo Maria i Kazimierz Witkowscy, bo o nich tu mowa, animatorzy kultury, których rola w rozwoju teatru jest ogromna, swą pasją i sercem, umiłowaniem tradycji patriotycznych, troską o wychowanie młodego pokolenia w duchu szacunku dla pięknych tradycji narodu polskiego nadają wysoki poziom przedsięwzięciom kulturalnym.
Takim trudnym zadaniem była realizacja „Mazepy” J. Słowackiego. Sztuka bardzo wymagająca aktorsko i scenicznie, zdawałoby się przerastająca możliwości amatorskiego teatru. Jednak z próby na próbę postacie grane prze aktorów dojrzewały, stawały się coraz bardziej wyraziste, poszczególne sceny nabierały tempa, tekst zaczynał żyć. Pierwsze komentarze po premierze były entuzjastyczne.
Widzowie, którzy po raz pierwszy byli gośćmi teatru wyrażali uznanie dla zespołu, stali bywalcy podkreślali kunszt aktorów – amatorów, którzy kreując poszczególne postaci „dali z siebie wszystko”. Podkreślam tu „aktorów – amatorów”. Na co dzień są to moi koledzy, koleżanki, znajomi, skromni, zwyczajni ludzie, ojcowie, matki, dzieci, którzy mają wewnętrzną potrzebę, by jesienią rozpocząć próby, a potem systematycznie, z uporem i entuzjazmem dążyć do celu, którego zwieńczeniem jest kolejna premiera.
22 listopada 2009 – sala w podziemiach kościoła w Niecieczy.
Nadszedł dzień premiery, gorączka, czy wszystko przygotowane, trema, ale i koncentracja. Zaczęło się – kurtyna.
To, co najbardziej zadziwia i zaskakuje widzów, to gra aktorska, interpretacja postaci, atmosfera prawdziwego teatru.
- Ja bym w życiu nie przypuszczała, że nasi aktorzy mogą grać na takim poziomie. Myślałam, że się będę nudzić, a tu zostałam zaskoczona wysokim profesjonalizmem. Gratuluję serdecznie i podziwiam.
- Jeżeli to jest teatr amatorski, to z bardzo wysokiej półki. Bliżej jest wam do teatru zawodowego. Jestem zdumiony tym, co tu zobaczyłem i usłyszałem. Życzę wielu dalszych sukcesów.
Właśnie w tym momencie, gdy piszę te słowa 6 stycznia 2010 r. godz. 19.00 otrzymuję telefon, że zmarł jeden z najlepszych i najbardziej zasłużonych aktorów, grający w bieżącym sezonie rolę króla Jana Kazimierza w dramacie J. Słowackiego „Mazepa” – Bolesław Prażuch. Podziwialiśmy go, uczyliśmy się od niego, lubiliśmy z nim współpracować i spędzać czas. Będzie nam go bardzo brakowało. Byłem z nim umówiony na rozmowę, chciałem zamieścić w tym artykule wspomnienia z jego bogatego aktorskiego dorobku. Niestety już do tego nie dojdzie. Pamiętam, gdy w czasie trwania kolejnego Sejmiku Teatrów Amatorskich w Tarnogrodzie został uhonorowany nagrodą dla najlepszego aktora.
Kolejne, planowane na 13 stycznia 2010 r., przedstawienie zostało odwołane.
tekst: Jan Wójcik
fotografie: Amatorski Zespół Teatralny w Niecieczy